1. Przez pracę zamieniam się w staruszka. Chodzę spać o 20, czasem odrobinę później. Budzę się o 7, jem śniadanie złożone głównie z kanapeczek i ciepłej herbaty z cukrem i tuptam do pracy. I to kładzenie się wcześniej spać nie jest kwestią tego, że nagle poczułam w sobie potrzebę dbania o swój organizm, a kwestią tego, że o godzinie 22 zwyczajnie nie widzę już na oczka. #pracazabija
2. A skoro już o pracy mowa… Wspominałam Wam już o tym, że zaczęłam pracę na infolinii. I to jest taka trochę niewdzięczna jednak robota. Niby nie muszę wciskać ludziom jakichś kitów, sprzedawać tych wszystkich badziewi, to jednak codziennie zmagam się z problemami innych ludzi. Bo ja jestem wsparcie sprzedawców. Więc jak taki mały robaczek nie wie jak ma wprowadzić zamówienie w systemie, żeby mu się procesowało dobrze albo nagle mu się pokazał jakiś komunikat i on nie wie co ma z tym zrobić, to dzwoni do nas. I my się z takim problemem szamoczemy. Czasem się udaje rozwiązać, czasem klient jest w dupie. Ot, codzienność. Żartuję sobie czasem do moich współpracowników, że do nas niestety nikt nie dzwoni, żeby się pochwalić, że dobrze wprowadził zamówienie, monterzy założyli usługę, która działa bez zarzutów, klient jest bardzo zadowolony z naszych usług. Ech… marzenia.
3. Dziwnie się czuję ostatnio ze swoją osobowością, wiecie? Mam wrażenie, że jestem człowiekiem w wielkiej galerii sztuki, gdzie porozwieszane i poustawiane są największe dzieła naszego (a w sumie to nienaszego) świata i chłonę atmosferę. A otaczają mnie ludzie, którzy tylko piją, jedzą i śmieszkują z tej wielkiej sztuki. I ja taka odurzona tym wszystkim, pięknem sztuki i ohydą tych ludzi chodzę od ściany do ściany, przystaję czasem przy tym czy owym… I wiem, że mijają mnie ludzie zupełnie tacy jak ja. Tylko że jakoś nie możemy się do siebie odezwać. I to jest straszne.
4. Często robię brzydkie rzeczy, wydzielam się hojnie otworami ciała: zawieram wiele przekleństw, mogę także śladowe ilości orzechów, mam w ustach posmak gorzki ze złości i chcę tę złość wycisnąć z siebie, przeboleć. Upadałam bardzo nisko, ocierałam się o upokorzenia, ale są pewne granice: nie używam hasztaga #polishgirl, bo kłóci mi się to z przyjętym za swój porządkiem świata. Czyli Tattwa w świetnym teście Uliczna magia, do którego nadal wracam, bo nadal wyczytuje w nim nowe rzeczy. Idźcie i czytajcie z tego wszyscy!
5. Jeśli coś mnie nie dotyczy, to mnie to nie obchodzi. Będę się martwić, gdy mnie to dotknie, ale przecież nie dotknie, bo skoro nie dotyczy, to nie może dotknąć. Nie chodzę nocą po ciemnych ulicach w mini spódniczkach, więc nikt mnie nie zgwałci, co nie? I jeszcze pokrewne do „niedotyczenia” przekonanie, że skoro nie spotkaliśmy się nigdy z jakimś zjawiskiem, to ono nie istnieje. Nigdy nie spotkałaś się osobiście z dyskryminacją ze względu na rasę, płeć czy orientację, więc nie ma żadnej dyskryminacji, jest równość, prawda? Tym razem Rzeczovnik we wpisie trochę o polityce, a trochę o wszystkim dookoła. Trochę się rozpłakałam przy czytaniu. Polecam do refleksji.
6. A z rzeczy weselszych – anegdotka z pracy! Wczoraj dzwoni do mnie pani, mówi, że błąd ma w systemie straszny i ona nie wie. No to mówię, chwila, już sprawdzam. Wbijam do systemu, paczam, a u mnie jak na złość błędu nie ma. No to mówię, pani da screena z pulpitu. Pani się dłuższą chwilę szamocze i w końcu mailem mi wysyła. No i patrzę w tego maila, a tam screen… W dokumencie docx. No i tu pośmieszkowałam trochę, ale dzisiaj Luby zwrócił mi na coś uwagę. Ta pani pewnie nie miała pojęcia, jak wrzucić coś takiego, ale kojarzyła, że coś można wkleić do dokumentu Worda. Więc to zrobiła. Plusik za kreatywność. I tak dostała kontakt niezasadny, bo to nie tak, że coś jej się nie pokazywało. Ona tego nie widziała.

